Sukces? Może jednak porażka? Podsumowanie tygodnia.

03/04/2014
24 min
 

Mówią, że najtrudniej jest zacząć, że nie jest lekko, że trzeba naprawdę ciężkiej pracy by zmienić swoje przyzwyczajenia. Nie neguję tego jednak chciałbym pokazać Wam jak ja postrzegam to co aktualnie robię. Bieganie. Czym jest dla mnie sukces i dlaczego właśnie tak podchodzę do tego tematu.


Zakończyłem pierwszy tydzień treningów. Nie powiem, że było lekko. Gdybym miał podsumować go jednym słowem powiedział bym: przeziębienie. Tak, dopadło mnie przeziębienie i z uwagi na fakt temperatury, która pojawiła się wraz z nim wycisnął bym z siebie nieco więcej. No cóż.
Podejście zupełnie pesymistycznie. Mógłbym w zasadzie w tym momencie zakończyć pisanie, o bieganiu nawet nie wspomnę.
 
Jednak nie. Jest super. Katar katarem, ale plan który założyłem na początku moich treningów został zrealizowany! Może nie był niesamowicie ambitny, ale czy na tym to polega? 
Moje podejście jest może delikatnie dziecinne. Ustalam sobie cele, które nie są same w sobie szczytem ambicji. Cele które do zrealizowania nie potrzebują ciężkiej pracy. Czy zakładanie kamieni milowych, których najprawdopodobniej nie jesteśmy w stanie podnieść ma sens? 
Oczywiście, możesz powiedzieć, że rzucanie się na głęboką wodę sprawia, że po litrach wylanego z siebie potu i łez dociera się do szczytu sukcesu. Tylko odpowiedz sobie na pytanie ile osób tak naprawdę wypływa chociaż na powierzchnię tej wody, nie mówiąc już o utrzymaniu się na niej.
Nic tak nie motywuje jak sukces. Staje się on naszym  napędem do działania. Więc dlaczego nie sprawić by mógł do nas przyjść szybciej? Skoro jest to tylko kwestią obniżenia sobie poprzeczki. „Think big, act small”, jak mawiała jedna z moich znajomych. Polecam Wam również kawałek Dave Matthews band – You Might Die Trying.
 
Naturalne w wspomnianym myśleniu jest też to, że nasza poprzeczka postawiona na wysokości kostek mija się z celem. Jednak nie od razu można ja sobie przesunąć pod nos. Udawać, że tylko słabi zaczynają od pasa. Po czym patrzeć jak Ci słabi za każdym razem unoszą ją centymetr po centymetrze coraz wyżej, samemu płacząc, że poniosło się porażkę.
 
Podsumujmy. Jestem po pierwszym tygodniu biegania. Zrealizowałem cel. Trzy treningi po 16 minut. Każdy minimum dwa razy po 2 minuty biegania i 6 minut marszu. Ostatni  trening z uwagi na fakt, że szło mi lepiej niż zakładałem, postanowiłem powiększyć o dodatkową porcję biegu i marszu. Co uważam za mały sukces, bo to oznacza, że jednak ostatni trening poszedł mi sprawniej niż poprzednie. To natomiast oznacza postęp.
 
Pozdrawiam!
Do zobaczenia, na drodze do sukcesu:)

Niczym Dawid z Goliatem

01/04/2014
16 min
 

Największym problemem, chyba każdego początkującego mistrza świata w bieganiu jest przetrwanie kilku pierwszych treningów. To troszeczkę przypomina walkę Dawida z Goliatem. Nasze zdrowie i kondycja stanowią naszą najważniejszą broń, naszą „procę” do działania.


Jestem po drugim treningu. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie fakt, że zacząłem nieco bardziej czuć, że żyję. Pierwszym problemem oczywiście są tzw. zakwasy. Kwas mlekowy w mięśniach. Kiedy byłem mały nie mogłem zrozumieć co ma mleko wspólnego z moimi nogami i dlaczego akurat przez nie aż tak to boli. Czas jednak pokazał, że nie tylko w tym temacie się myliłem.

Z tego co udało mi się wyczytać, czy też wiem z własnych doświadczeń, są dwie szkoły. Pierwsza z nich mówi by się nie łamać, zagryźć zęby i robić dalej to co się zaczęło robić. Metoda strasznie skuteczna dla hartowania ducha, jednak to jest chyba ten moment, w którym wielu mówi sobie dość.
Druga grupa metod to wszelkiego rodzaju masaże, picie soku z wiśni, ogórków, gorące kąpiele. Co do tego ostatniego jestem trochę sceptyczny, bo akurat gorące kąpiele dla sporej liczby osób są bardzo niewskazane i należy bardzo ostrożnie podejść do tematu.

Natomiast mój plan jest zupełnie inny. Zrobię dzień przerwy. No może dwa dni, oczywiście nie oszczędzając się jakoś specjalnie. Kilka razy w ciągu dnia strzelę energicznie kilka przysiadów by dać mojej rodzinie choć trochę frajdy z wyrazu mojej twarzy podczas prób unoszenia się w górę.
Potem powrót na trasę i nie ma, że boli. W zasadzie im ciężej jest do czegoś dojść tym większą satysfakcję odczuwa się na mecie.

Pojawił się również drugi problem wynikający jak domniemam z mojego zaniedbania. Boli mnie gardło. Pogoda nie taka, a może bardziej pora biegania. Biegam około godziny 19:00-20:00, co w mojej przypadku kończy się temperaturami 9-10*C. Może brwi przy tej temperaturze nie zamarzają, jednak opalić się też nie da. Dodając do tego energicznie sapiącego przyszłego biegacza nie trudno o jakiś mały problemik zdrowotny. No ale cóż, witaminki, coś na wzmocnienie i nie trzeba dalej walczyć z trudami tej nierównej walki. Zastanawiam się również czy gdyby bluza, którą mam nie odsłaniała mojej szyi, aż tak, nie miałbym tego typu problemu.

Reasumując, jestem już po drugim treningu i mam się ogólnie dobrze. Da się przeżyć, a biegam z myślą, że będzie tylko lepiej. Za jakiś czas podrzucę tu link do mojego profilu na endomondo, które tak surowo rozlicza mnie z każdego metra.

Powodzenia w treningach!
Do zobaczenia!:)

Do biegu… Start!

31/03/2014
16 min
 

Zaczęła się wiosna, a wraz z nią bum na wiosenne gubienie kilogramów, podkręcanie estetyki dużego brzucha, czy też po prostu ruszenie się z domowego leniwego zacisza. Ja też! Tak sobie mówiłem. Muszę się ruszyć i zrobić coś z tym co mój zawód zostawia jako jedną z wielu kresek na liście niezdrowych nawyków.


Po usilnym zrozumieniu co autorzy mieli na myśli w kilkunastu wypowiedziach odnośnie biegania, doszedłem do bardzo jednoznacznych wniosków. Nie będzie łatwo. Trzeba uważać by się nie zabić, by to co potocznie nazywamy grawitacja nie odbiło się zbytnio na moim zdrowiu. Bo to przecież grawitacji wina, nie mojej wagi, prawda?
 
Czas start! Trening interwałowy,  coś dla mnie! Dwie minutki przebiegnę, potem siedem kolejnych pieszo, pozwoli mi dojść do siebie. Zrobię sobie takie dwie serie i na początek powinno wystarczyć. Mój pierwszy tydzień treningu. Żeby nie było w tym przesady ograniczę początkowo treningi do czterech tygodniowo. Starczy.
 
Plan brzmiał idealnie, nie było w nim nic co wzbudzało by zainteresowanie mojego lenistwa całym tym przedsięwzięciem. Pobiegłem, dzień pierwszy, nie było na co czekać. Po pierwszym biegu spacerując pomyślałem, że byłem naiwny, że to nie tak miało wyglądać. Miało być szybko, miło i co najważniejsze, relaksująco. Jednak w rzeczywistości jest naprawdę ciężko. Wracam, ale biegnąc, drugi interwał. 
 
Ciężko jest zacząć i chyba najważniejszym jest by nie myśleć, czy się tego chce czy nie. Trzeba zacząć. Biec do przodu i nie zastanawiać się ile do mety. Myśleć o tym ile już udało się pokonać, pokonać w walce z samym sobą.
Jeżeli czytasz to w tym momencie i zastanawiasz się czy Ty też możesz to zrobić, napiszę Ci nieco więcej, w liczbach. W pierwszym dniu treningu ważę 98kg, moje treningi chcę ograniczać na początku do 16minut. Naprawdę genialnie będzie jeżeli pokonam dystans biegnąć i idąc chociaż dwu kilometrowy na tyle lekko by móc stanąć i nie sapać jak mopsik po posiłku. Tyle. Moje pierwsze 1,8km za mną 🙂
 
Do zobaczenia! Na trasie kolejnego treningu:)