Bieg charytatywny! Walczymy z rakiem!

Pogoda w kratkę.  Ewidentnie pozbawiony jakichkolwiek chęci do życia. Zmęczony tygodniem i piątkiem trzynastego. Bez większych emocji wypijam kawę. Dostaje reprymendę od żony za brak jakichkolwiek oznak uśmiechu na twarzy. Denerwuję się? Nie. Chyba. Czytaj dalej Bieg charytatywny! Walczymy z rakiem!

Reklamy

Porażka czy złe nastawienie?

Zrobiłem sobie dzisiaj niespodziankę, w zasadzie planowałem ją od dwóch dni. Nadszedł więc dzień do jej realizacji, a pogoda zdawała się być idealna. Niestety niespodzianka, spodziewanie nie była tak zaskakująca jak na swoje możliwości i zakończyła się małą porażką.

Postanowiłem spróbować. Mój pierwszy cel w bieganiu za każdym treningiem mi o sobie przypomina. Dzień jak co dzień, choć pogoda nieco lepsza. Koniec tygodnia. Przebrany, w to co zwykle towarzyszy mi w drodze ruszyłem spod domu. Trasa zupełnie inna, choć już nią biegałem. W zasadzie pozwala mi na okrążenia, każde po 1,4km. Pierwsze okrążenie poszło nawet, nawet. Zgodnie z założeniami. Głos lektora z Endomondo co minutę informuje mnie o tym jak fajnie mi idzie.
Zacząłem drugie okrążenie. Nieco ciężej, średni czas już nie wróży tak wyczekiwanego zakończenia…
Mógłbym tak przeciągać jeszcze długo. Postanowiłem wycisnąć z siebie w ostatniej minucie tyle ile fabryka dała. Jednak moja fabryka na dzień dzisiejszy za dużo nie daje, dlatego zakończyłem bieg po 14 minutach i wyżyłowanych 40 sekundach. Odległość 2,78 km. 220m mniej niż oczekiwałem. Porażka.

Potem pomyślałem, czy ja czasem nie biegnę z łopatą przenosić tych Tatr nad Bałtyk. Głupi jestem. Trenuje zaledwie 6 tygodni. W rezultacie w ciągu 15minut jestem w stanie przebiec kilometr więcej niż na początku, a i tak nie jestem zadowolony.
Jest super. Widzę efekty. Teraz mam namacalny dowód na to, że warto dać z siebie nieco więcej i się nie łamać. Warto mieć cel i iść do niego bez względu na przeciwności. Warto.

Oczywiście za jakiś czas próbuje znów. Nie ma opcji bym się poddał i jestem pewien, że nawet jeżeli w tym momencie nie masz swojego celu, to zaraz możesz go mieć. Jeżeli chcesz. Nawet gdy wątpisz, możesz o niego zawalczyć.
Tak jak ja. W dniu dzisiejszym zadowolony. Szczególnie z widoku mojej kochanej żony, która z okien naszego mieszkania zagrzewała mnie do walki co każde okrążenie:)

Do zobaczenia na trasie!:)

Człowiek uczy się całe życie, a i tak się wywraca.

Podsumowania są fajne. Bardziej niż fajne są te które przedstawiają sukces. Gdy mamy do czynienia z sukcesem, każdy jego rodzaj cieszy równie bardzo. Ja dziś zapraszam Cię do przeczytania o moim pierwszym sukcesie!

Popełniłem tą myśl miesiąc temu. Pomyślałem, że skoro mamy wiosnę to warto spróbować podejść do tematu biegania po raz kolejny. Śmiesznie to wyszło, bo biegam do dziś. W zasadzie właśnie wróciłem z treningu. Początki były trudne i nie będę ukrywał, że teraz jest lekko. Ciężko jest. Jednak to ciężko na dzień dzisiejszy definiuje się nieco inaczej. To takie przyjemne ciężko. Niektórzy nazywają to uzależnieniem od wysiłku, biegania.

Tak to prawda, w poprzednim wpisie chwaliłem się jak to dobrze mi nie idzie. Jednak dziś chciałem porównać moje podejście z nieco innej strony. Strony technicznej, popełnionych błędów.

Nie wiedziałem jak zacząć i pewnie wciąż popełniam masę podstawowych błędów. Największym i pierwszym, który chcę przytoczyć to brak rozgrzewki. To beznadziejne zaczynać trening i obciążać organizm nie dając mu nawet szans na zorientowanie się co jest grane. Oczywiście – apokalipsa – wtedy nie będzie czasu na rozgrzewkę, ale teraz jest i jest to bardzo cenny czas. Im więcej zainwestujesz w rozgrzewkę tym szybciej przyjdą Twoje efekty. Zapytasz pewnie: dlaczego tak? Dlatego choćby, że przy rozgrzewce wzmacniasz mięśnie. Rozgrzewka pozwala rozgrzać się mazi stawowej, która to odpowiedzialna jest za sprawne działanie wszystkich Twoich kostnych połączeń. Najbardziej dla Ciebie jako biegacza, ważne są kolana, które to też siadają najczęściej. Miałem na to dość bolesny dowód.

Kolejna rzecz. Odpoczynek, regeneracja. Teraz już wiem, że bez tego może i pojawia się jakiś postęp, ale męczy n-razy bardziej. Chyba w każdym sporcie wskazana jest przerwa przeznaczona na regenerację. Podczas treningu Twoje mięśnie mogą ulegać mikro uszkodzeniom. Związane jest to z nadmiernym wysiłkiem, który większy niż możliwości mięśni. Organizm musi mieć czas na zregenerowanie tech obszarów. W tym też momencie pojawia się stara sztuczka stosowana przez buddyjskich Mnichów. To z czego śmieją się dzieciaki nazywając to „naparzaniem bambusem” po nogach czy nawet w głowę. Każde uderzenie sprawia, że porowata struktura kości ulega uszkodzeniu. Organizm podczas regeneracji uzupełnia te miejsca dodatkowym wapnem co sprawa, że kości stają się wytrzymalsze. Jednak na to trzeba czasu.

Buty! Ważne, ale ważne by mieć głowę na karku i nie dać się wyrolować ceną. O tym już wspominałem, ale wspomnę raz jeszcze. Warto wybrać się np do specjalistycznego sklepu z obuwiem dla biegaczy i dowiedzieć się czy naszym nogom nic się nie przyda. Wiem, że wiele osób po prostu idzie do sklepu i kupuje budy nazwane przez producenta butami do biegania. Pewnie też bardzo często rozwiązuje to ich problemy. Super. Jednak nie zawsze.

Bieganie z Endomondo. Przebiegłem się na wyliczaniu dystansu. Początkowo moje treningi wyglądały tak, że biegłem w jakimś kierunku, po czym w połowie czasu zawracałem dosłownie tą samą drogą. Nie wiem czy jest to spowodowane błędami mojego telefonowego GPS’u czy siła wyższa, jednak moment zawracania czasami wyglądał tak jakbym przystał na chwilę. Pewnie ma to związek z częstotliwością aktualizacji pozycji GPS. Na dzień dzisiejszy staram się biec bez zawracania, lub też robić gdzieś na trasie małą pętle, która pozwoli mi powrócić na trasę.

To chyba tyle na dziś. Jeżeli chodzi o podsumowanie tej ciemnej strony mocy. Aktualnie muszę się przyznać, że jestem nieco ograniczony czasowo, stąd też większe odstępy w publikacjach na blogu. Wiem, że nie jest to wytłumaczeniem, ale pracuję nad tym. Wszystko z powodu mojego powrotu do pracy co niestety wycina mi spory kawałek dnia.

Do zobaczenia na trasie!