Pierwszy cel osiągnięty! Pora na kolejne!

Za każdym razem gdy myślisz, że dasz radę, jak i wtedy gdy myślisz, że nie, masz rację. Każda chwila spędzona na rozmyślaniu, że to o co walczysz może się nie udać, sprawia że cofasz się krok w tył.

Dziś świętuję swój pierwszy oficjalny sukces na ramach mojego bloga. Założenie pojawiło się ponad 2 miesiące temu i do tej pory słyszałem już wiele o jego ambitnym poziomie. Przebiec 3 km w 15 minut. Bez interwałów czy marszu. Ciągły jednostajny bieg. Udało się! Udało się uzyskać więcej niż oczekiwałem.

Nie wiem jak Ty, ale ja mam takie dni, gdy wstaje rano i wiem, że to taki dzień. Jest nieco bardziej szczególny. Zwykle w te dni właśnie bije swoje rekordy, wyciskam z siebie więcej niż zazwyczaj. Dotyczy to nie tylko biegania, ale i wszystkiego czym się zajmuję. Po prostu dobry dzień, zdecydowanie rozpoczęty prawą nogą. Właśnie taki był ostatni czwartek.

Starałem się wybrać w miarę neutralna trasę. Tak by nie było to w większości bieganie z górki czy pod górkę. Chodziło przecież o dystans. Trasa prosta, asfaltowa. Pierwszy kilometr minął mi dość pozytywnie, jednak z każdym kolejnym metrem było coraz gorzej. Często łapię się na myśleniu o rezygnacji. Często też udaje mi się z tym myśleniem wygrać i odnoszę wrażenie, że jest to klucz do sukcesu. Jeżeli miałbym podsumować ten bieg to powiem, że była to jedna wielka walka z samym sobą. Walka o każdy kolejny metr bez utraty prędkości. Ukojenie przyszło wraz z widokiem ostatnich 100m. Dodatkową wisienką na torcie była ponad minuta zapasu. Nie muszę chyba pisać o tym jak bardzo potrzebne są uszy podczas takich chwil. Chyba tylko one ograniczają możliwości ekspresji naszych twarzy. Na szczęście. Dość tragiczny byłby taki widok biegacza z górną częścią twarzy kilka metrów dalej po udanym treningu.

Pierwszy cel uważam więc za osiągnięty. Wręcz zdobyty z zapasem. Pewnie pełne 15 minut mogłem uzyskać już wcześniej, ale to chyba nie o to chodzi.

Jest również jeden mały sukces. Wydaje mi się, że miałem okazję wpłynąć na sposób myślenia kilku osób, które również walczą o kilometry na swoich treningach. Pewnie mój wkład nie był gigantyczny bo w każdym przypadku 95% sukcesu leży w samym „sukcesującym” się. Czuję jednak odrobinę wewnętrznej dumy. Przyjemne uczucie.

Pora więc na kolejne wyzwania. Pierwszym naturalnie nasuwającym się na myśl, jest oczywiście kontynuacja pierwszego:

3 km w 13:30 minuty

Niby nic a jednak. Pewnie większość z osób które są z mojej miejscowości już ma taki rekord w swoim kajecie. Ja jednen nie więc i na mnie pora.

Drugi cel jest głównie dlatego, że podczas zdobywania pierwszego udało się zupełnie przypadkiem osiągnąć kilka innych fajnych kamyków milowych. Będzie to:

10 km w 45 minut

Na dzień dzisiejszy pozostaje mi jeszcze tylko jedno marzenie na ten rok, związane z bieganiem:

Półmaraton

Jeżeli uda mi się osiągnąć te trzy kamyki jeszcze w tym roku, będę zupełnie usatysfakcjonowany. Wbrew pozorom pierwsze dwa są ze sobą dość związane. Odnoszę również wrażenie, że przyspieszenie prędkości na odcinku 10 km będzie największym wyzwaniem, ale to oczywiście czas pokaże.

Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci miłego niedzielnego wieczoru. Mając nadzieje, że jeszcze znajdziesz czas na chwile treningu.

Do zobaczenia na trasie! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s