Dwa pełne miesiące ćwiczeń! Strzał w 10-tkę!

Jeszcze dwa miesiące temu ta myśl była jedną z najbardziej absurdalnych. Dużo się mówi i pisze o tym jak ludzie zmieniają siebie i jak niewiele trzeba by tego dokonać. Dziś kolejny raz udowodniłem sobie, że jedynie co nas ogranicza – to my sami. Poza nami nie ma granic.

Dzisiejszy dzień jest tym, który chciałem przedstawić jako mały kamień milowy moich treningów. Za chwilę pokażę Ci co udało mi się osiągnąć, lecz najpierw opowiem dlaczego mój przypadek nie jest czymś niesamowitym, szczególnym czy też specjalnym.

Super-moce jedynie w nastawieniu.

Moja przygoda z bieganiem, jak i zapewne Twoja przygoda, rozpoczęła się jeszcze we wczesnych latach szkolnych. Czysta kara, zwieszony nos i odrobina łaciny kierowana w stronę nauczyciela wychowania fizycznego. Podejście zupełnie odwrotne do tego, które gwarantuje sukces.
Stało się, pierwsze metry czy też kilometry, które podsumowały całe nastawienie do tego sportu na resztę życia.
W tym momencie próbuje pokazać Ci, że nie różnię się specjalnie od przeciętnego amatora biegania. Nie miałem, nie mam pakietu doświadczenia, który wydrylował moje dystanse czy czasy. Za to miałem i mam pełen pakiet dziwnego przekonania, że wiem jak to robić. Stąd też kilka problemów, które skutecznie dały mi się odczuć.

Co zmieniły te dwa miesiące?

Zacząłem od truchciku. Zaledwie 200 metrów biegu z ciężką zadyszką. Nabawiłem się małej kontuzji kolan. Pierwszy ciągły bieg, bez interwałów z marszem, przetrwałem po miesiącu ćwiczeń. Potem było już coraz szybciej i lepiej. W zasadzie moment pominięcia marszu z treningu zrewolucjonizował moje pojęcie biegania. Zajęło mi to miesiąc, a Tobie może to zająć jeszcze krócej, szczególnie jeżeli nie popełnisz moich błędów.

Jednak wisienka na tort poleciała na koniec. Równo 2 miesiące od rozpoczęcia treningów przetrwałem swoje pierwsze 10 km. Dodatkowo nie był to bieg z językiem przy ziemi. Podobało mi się tak bardzo, że końcówka pozwoliła mi jeszcze nieco przyspieszyć. Uczucie mega.

Co dalej?

Dalej kolejne treningi. W zasadzie zmiana planu treningowego, ale o tym innym razem. Dążenie do postawionego celu, moich upragnionych 3 km i 15 minut. Kilkoro moich znajomych, uświadomiło mi, że cel jest ambitny, ale tym łatwiej mi się zmotywować w dążeniu do niego.

Dlaczego to piszę?

Piszę to dlatego, że chciałbym by chociaż kilak osób to czytając, zrobiła ten sam krok co ja. Nie koniecznie musi to być bieganie. Może to być jakikolwiek sport, jakakolwiek zmiana w życiu. Genialnym było by wiedzieć, że dzięki temu co robię, zmieniłem czyjeś życie na lepsze. Pomogłem komuś podjąć decyzję o walce ze swoim ja o lepsze jutro.

Moje podejście jest proste. Nie ważne jakie wyzwanie sobie stawiasz. Ważne jest, że potrafisz do niego dojść i tym samym szlifować swój charakter. Udowodnić sobie, że nie ma granic. Udowodnić, że granice istnieją jedynie u Nas w głowach.

W tym miejscu chciałbym dodać, że gdyby nie moja żona nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dziś. To dzięki niej ciągle mam motywację by biec dalej. Wiem, dość sentymentalne, ale dla mnie równie ważne.

Do zobaczenia na trasie!:)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s