Po-urlopowy misz masz. Dałem się nabrać.

Nie było mnie tu chwilę. Ok nie było mnie tu trochę dłużej, ale już jestem i powiem Ci, że niezdecydowanie jest ostatnio moją domeną. Wypocząłem, aż nadto. Treningów wedle założenia brak. Taka prowizoryczna regeneracja, a teraz powrót. Szybkie tempo i pełen wypas! Chociaż… Czytaj dalej Po-urlopowy misz masz. Dałem się nabrać.

Reklamy

Bardzo przyjemne podsumowanie 3 miesięcy pracy

Dziś bez większych wstępów. Tak po prostu. Bez owijania w bawełnę, bo podobno chłonie bardzo dużo wilgoci.

Trzy miesiące pracy kosztowało mnie osiągnięcie tego co sprawiło, że uśmiech na mojej twarzy miał kolejne powody do pojawiania się. Jedyne, a może aż 3 miesiące były mi potrzebne by przebiec swoje pierwsze 15 km. Czas może nie jak z okładek Bra’w’o Sport, ale równie satysfakcjonujący. Półtorej godziny.

Jedyne trzy razy trzydzieści, by przebiec swoje 3 km w lekko ponad 14 minut.

Cała masa satysfakcji dzięki tym kilku miesiącom. Udział w biegu charytatywnym, który pozwolił mi wykorzystać moje pełzanie do czegoś więcej niż egoistyczna zabawa.

Najważniejsze jest jednak to, że moja waga zaczęła pokazywać mi dużo bardziej przyjemne cyferki:) Już w parach, a nie jak kiedyś w trójkącikach. W zasadzie z czystym sumieniem mogę się przyznać, że zgubiłem +/- 10 kg wagi, co jest dla mnie najważniejszym sukcesem.

Mam też na koncie kilka „mobilizacji” osób które miały okazję mnie obserwować.  Super uczucie, myśląc o tym jak inni poczuli to coś do sportu sprawiając by dawał im więcej satysfakcji.

Zawsze powtarzam, że ograniczenia mamy w głowach. Udowodniłem to sobie kolejny raz i kolejny raz mam nadzieje, że już na zawsze.

Na tym koniec. Powiedzmy, że koniec tego rozdziału.

Miłego! 🙂